Friday, March 1, 2013

Rozdział 2

Postanowiłam się zgodzić.Czemu nie?-pomyślałam. Brakowało mi towarzystwa.
-Zgoda,ale tylko kawa-powiedziałam obojętnym tonem.
-Super!-podbiegł i mnie przytulił.Był taki ciepły i miękki...
-Ej!-odepchnęłam go od siebie-Nie pozwalaj sobie za dużo!
-Dobra spokojnie,spokojnie...-odsunął się.
-Idziesz? Bo się rozmyślę zaraz
-Tak już...
No i poszliśmy do Starbucks'a.Zamówiliśmy capuccino i usiedliśmy przy wolnym stoliku.Nie byłam chętna do rozmowy,a szczególnie z nim.Nie wiem czemu się zgodziłam.Pewnie dlatego,że mi się podobał...Przestań!-pomyślałam.Nigdy nie będziecie razem.To tylko jedno spotkanie...
-Więc...Co tu robisz?-zaczął rozmowę Harry.
-Mieszkam-powiedziałam.
-No tak,ale nie jesteś z Anglii-mrugnął do mnie.
-Skąd wiesz?-zapytałam-I tak nie jestem.Jestem z Polski
-Słychać po twoim akcencie.Czemu się tu przeprowadziłaś?
Postanowiłam mu o wszystkim opowiedzieć.Nie wiem czemu to zrobiłam.Gdy się opamiętałam powiedziałam zimnym tonem:
-Muszę już iść-wstałam.Wyjęłam jeszcze z portfela 10 zł i położyłam na stoliku.
-Co?! Nie! Czekaj-złapał mnie za rękę-Daj mi chociaż swój numer telefonu!
Postanowiłam mu dać...Ale fałszywy.
-Masz-dałam mu karteczkę z obcym numerem.
-Dzięki-uśmiechnął się.
Odeszłam bez słowa i zamówiłam taxi.
Po 10 minutach byłam w moim luksusowym mieszkaniu.Usiadłam na łóżku i zaczęły mi lecieć łzy.Co się z tobą dzieje?To tylko  chłopak.Uspokój się-myślałam.
Po chwili usnęłam.
                                                                          ***

Obudziłam się o 9.00.Bolały mnie plecy.Rozejrzałam się.No tak spałam na kanapie w ubraniu.Postanowiłam iść do łazienki.Ogarnęłam się i ubrałam w to http://www.cogdziezaile.pl/fotki/zestaw1_16.jpg. Zrobiłam kreski eylinerem i włosy upięłam w luźny kok.Zeszłam na dół i nagle zadzwonił mi telefon.
-Halo?-zapytałam.
-Lizzie Coward?-zapytał nieznajomy mi głos jakiegoś mężczyzny.
-Tak,o co chodzi?
-Czy ogłoszenie jest nadal aktualne?
Jakie do cholery ogłoszenie?! Już chciałam mówić,że to pomyłka,ale przypomniało mi się,że miesiąc temu dawałam ogłoszenie w sprawie pracy.A dokładniej w sprawie stylistki dla zespołów.
-A..Tak aktualne-powiedziałam uradowana,że ktoś wreszcie zadzwonił.
-To dobrze,bo jest mi pani potrzebna-powiedział-A przepraszam nawet się nie przedstawiłem,Nazywam się Paul Jackword
-Emmm...to nie muszę się z panem spotkać czy coś?-zapytałam.
-A tak! Czy mogłaby pani pracować od zaraz?-zapytał z nadzieją w głosie.
-Tak!Oczywiście..
-A i czy mogłaby pani tu przyjechać?-przerwał mi.
-Tu?Czyli gdzie?-zapytałam z kpiną.
Podał mi adres.
-I czy mogłaby pani zamieszkać z zespołem,którym będzie się pani zajmowała?-zapytał Paul.
-Ale,chwileczkę!Jaki to zespół?I tak od razu mam z nim zamieszkać?-pytałam.
-Wszystkiego się pani dowie na miejscu!I od razu mówię,że nie musi brać pani żadnych walizek,ani niczego.Wszystko będzie na miejscu,ubrania,laptop itp..
-Ale...-nie zdążyłam dokończyć,bo Paul odłożył słuchawkę.
Dziwne...Ale dobra ryzyk-fizyk! Jadę tam! Wzięłam tylko telefon i torebkę z portfelem.
Wyszłam z apartamentu i zamówiłam taksówkę.Pokazałam adres.Okazało się,że to obrzeża Londynu.
Po 30 minutach jazdy,zapłaciłam kierowcy i wyszłam z samochodu.Stałam przed zajebistą villą z basenem z tyłu domu.
Podeszłam do drzwi i zadzwoniłam dzwonkiem.Otworzył mi jakiś facet.
-Dzień dobry,Lizzie?-zapytał.
-Dzień dobry,tak to ja
-To wspaniale!Niech pani wejdzie
-Mów mi Lizz-uśmiechnęłam się.
-Dobrze,Lizz-powiedział.
Usiedliśmy na kanapie i zaczął mi wszystko opowiadać.Od tego jak pracę porzuciła wcześniejsza stylistka i doszedł do sprawy mojej pracy tutaj.Mówił,że mogę tu zamieszkać od teraz,że będzie mi płacił 10 tysięcy miesięcznie,że dobrze,że mam 18 lat,bo zespół którego jest menadżerem też są w tym przedziale wiekowym mniej więcej.Przerwałam jego monolog:
-A jaki to zespół?-zapytałam.
-Czyli się pani zgadza?-zapytał uradowany.
-Tak,ale...
-Proszę mam tutaj umowę na 2 lata.Od razu mówię,że nie można jej zerwać w ciągu tych 2 lat-przerwał mi.
Bez wahania podpisałam ją.Chciałam mieć pracę.
-Wspaniale!Chodźcie chłopaki!-krzyknął.
Moim oczom ukazało się pięciu chłopaków...Ja pierdole-pomyślałam.
Każdego mierzyłam wzrokiem.Pierwszy szedł zadowolony Niall.Pomimo tego,że ich nie lubiłam znałam ich imiona.Drugi szedł Louis i głupkowato się uśmiechał.Trzeci był Zayn,a czwarty Liam,który wydawał się najmądrzejszy.Piątą osobą była osoba,którą chciałam zobaczyć jako ostatnią w moim życiu.Harry.Harry Styles.Ten sam którego poznałam wczoraj.Gdy mnie zobaczył,jego oczy się rozszerzyły i raptownie się uśmiechnął.
-To jest Lizzie.Wasza nowa stylistka.Jest w waszym wieku i będzie z wami mieszkała...
Każdy się na mnie rzucił i zaczął mnie przytulać i witać się.A ja stałam jak słup soli i gapiłam się na Harrego.On też stał i się na mnie patrzył.Uśmiechał się.
-Dzięki za fałszywy numer-powiedział z zadziornym uśmiechem.
-To wy się znacie?-powiedział Paul.
-Tak,ale to długa historia-zmierzyłam go wzrokiem i gapiłam się na umowę.
Co ja zrobiłam....



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Postanowiłam,że jednak dodam zakładkę bohaterowie i zakładkę z wyglądem domu 1D. Nie wiem kiedy będzie następny rozdział. Wiem,że na pewno nie będzie go w weekend ;c
Mam nadzieję,że się spodobał ;>

No comments:

Post a Comment